Pisaliśmy opowiadania w ramach Narodowego Programu Rozwoju Czytelnictwa

Body: 

  Zadania, które przed sobą postawiliśmy w ramach Narodowego Programu Rozwoju Czytelnictwa, zmierzają ku końcowi! Dziś prezentuję wspólny projekt edukacyjny!

 

Projekt edukacyjny uczniów Gimnazjum im. JP II w Dzierzgoniu, w ramach NPRC;

w oparciu o fragment  książki, wszystkie oddziały pisały opowiadanie polegające na wykonaniu 13 zadań zleconych Emily, głównej bohaterce powieści Morgan Matson "Odkąd cię nie ma".

 

Oto lista zadań:

1. bądź miła dla kogoś,  na kogo nie zwracałaś dotąd  uwagi.

2. wykąp się w morzu.

3. zabierz coś, co nie należy do Ciebie.

4. zniszcz coś, co ma dla Ciebie wartość.

5. udawaj kogoś innego.

6. zgłoś się jako wolontariusz do pomocy przy koniach.

7. znajdź pracę na sezon  i zdobądź pieniądze na podróż.

8. kup najpiękniejszą sukienkę i pokaż się w niej publicznie oraz zapamiętaj, jak będziesz się wówczas czuła!

9. przetańcz całą noc.

10. podziel się tajemnicą w ciemności.

11. przytul jakiegoś James'a.

12. zbieraj jabłka nocą.

13. śpij pod gwiazdami.

 

 

Kiedy wypełnisz listę, znajdziesz mnie i wówczas opowiesz mi o wszystkim.       Sloane

 

Cel; współpraca zespołów klasowych (pod kierunkiem wychowawców) oraz ich kreatywność literacka

Czas pisania opowiadań; 1 tydzień

Objętość; 1 do 2 stron A5 każda klasa

Przydział zadań; losowanie

 

Zadanie 1.   Bądź miła dla kogoś, na kogo nie zwracałaś dotąd uwagi.      pomysł klasy II C

         Tego dnia wszystko układało się nie tak. Tęskniłam za Sloane, dokuczała mi samotność, czułam złość, nie rozumiałam tych zadań, które mi wyznaczyła. Mimo wszystko szłam do bezsensownej szkoły. W szatni zastałam Patti…

          Była niewidzialna... Dla wszystkich, dla mnie też! Nikt nie zwracał na nią uwagi tak, jak na mnie.
Szara, bez wyrazu, milcząca, zamknięta. Te określenia najlepiej ją opisują.
          Dziś jednak coś się zmieniło, bo po twarzy Patti płynie łza...Jedna łza.
- Co się stało?- zapytałam zupełnie obojętnie, bez emocji. Cisza. A po niej wybuch wulkanu. Nie wszystko, co wykrzykiwała rozumiałam, ale postanowiłam  pomóc.
Nie mogłam zignorować jej dziwnego zachowania. Postanowiłam, że porozmawiam z nią spokojnie. Nie znałyśmy się dobrze, ale czułam że muszę. Zaprosiłam ją do siebie, choć nie wierzyłam, że przyjdzie.

         Wieczorem,  leżąc w łóżku, usłyszałam dziwny hałas. Dźwięk ten mógł wydawać rower albo hulajnoga. Szybko założyłam buty i wybiegłam. To była Patti. Jak zwykle miała tajemniczy wyraz twarzy i zero uśmiechu.
- Coś się stało?- zapytałam, podobnie jak za pierwszym razem.
- Nie...ja tylko…
Wiedziałam,  że coś ją gryzie od środka. Nie miała nikogo bliskiego.
Unikała mojego wzroku jak ognia. Wydukała jednak: "nie chcę być już niewidzialna". Przytuliłam ją, może dlatego, że  czułam to samo? Pierwszy raz na twarzy tej drobniutkiej dziewczyny pokazał się uśmiech.
Wszystko było jasne. Ona potrzebowała zrozumienia. Trudno sobie to wyobrazić, ale właśnie ja starałam się ją pocieszyć, a nawet rozbawić. Patti była inna niż wszyscy myśleli. Miałyśmy podobne charaktery.  

         Cieszyłam się, że mogłam jej pomóc. To sprawiło mi przyjemność. Chociaż na chwilę zapomniałam, iż nie ma obok mnie Sloane. A właściwie była.  W jakiś pokrętny sposób sprawiła po raz kolejny, że spełniłam jej życzenie, a w dodatku znalazłam bratnią duszę…                                                                                 -  Dzięki,   Sloane !!!

 

Zadanie 2.  Wykąp się w morzu.              propozycja klasy II E

 

     W piątek zaplanowałam, że pojadę nad morze. Bardzo się bałam, bo nigdy nie jeździłam tam sama.   Na stację podwiózł mnie tata. Dalej musiałam radzić sobie sama. Podeszłam do automatu z biletami, który okazał sie zepsuty. Przez to spóźniłam sie na pierwszy pociąg. Trochę trwało, nim zdobyłam bilet. Gdy w końcu zajęłam miejsce w następnym, o 11:35 zdziwiłam się, że tyle osób jedzie w moim kierunku.  Do mojego przedziału wsiadł chłopak. Wysoki, dobrze zbudowany brunet o wyjątkowo niebieskich oczach. Zapamiętałam ten kolor, gdyż przypominał lazurowe niebo, takie jakie zdarza się latem, właśnie nad morzem. Nie ukrywam, że uroda chłopaka zrobiła na mnie wielkie wrażenie, ale wstydziłam sie zagadać. Niestety, przystojniak wysiadł na najbliższej stacji, a ja podróżowałam jeszcze kilka godzin.

     Około 18  byłam na miejscu. Morze o tej porze było cudowne. Jednak nie wykąpałam się tego dnia, ponieważ dla mnie było już za późno i musiałam znaleźć nocleg. Po godzinie poszukiwań pensjonatu, zobaczyłam towarzysza z pociągu. Poznał mnie, podszedł i zapytał:

-  Co robisz tu zupełnie sama?

- To dziwna historia, nie sądzę by cię zainteresowała! - odparłam. Patrick, tak miał na imię brunet, powiedział że ma dużo czasu i chętnie wysłucha mojej opowieści. Najpierw musieliśmy zakwaterować się  w pobliskim ośrodku. Okazało się, że prowadzi go ciotka Patricka i są jeszcze wolne pokoje.

     Wieczorem poszliśmy na spacer. Idąc wzdłuż wydm, opowiedziałam moją historię o wyjątkowo trudnych zadaniach do wykonania. Patrick okazał się dobrym słuchaczem i zrobiło mi się trochę lżej, gdy podzieliłam się z nim tą tajemnicą. Umówiliśmy sie na wspólną kąpiel rano. Jakież było moje zdziwienie, gdy  nie spotkałam go na plaży. Jeszcze mocniej wytrącił mnie z równowagi fakt, że nie wzięłam stroju kąpielowego. Toteż postanowiłam skoczyć do morza w ubraniach. Woda była zimna, zbyt zimna jak na sierpień, ale musiałam wykonać zadanie Sloane.

Nagle straciłam grunt pod nogami. Zaczęłam wpadać w panikę, gdy dotarło do mnie, że ktoś mi pomaga. Strach, niepewność i  woda zalewająca moje gardło, na jakiś czas wyłączyły moje myślenie. Na brzegu zorientowałam się, komu zawdzięczam życie. To Patrick wyciągnął mnie z morskich fal. Zbyt zmęczona, by rozmawiać, kiwnęłam tylko głową i wydusiłam:

- Dziękuję!

     Od tego dnia spotykamy się nie tylko nad morzem. Dziękuję ci, Sloane za to zadanie i Patricka.

 

Zadanie 3.    Zabierz coś, co nie należy do Ciebie.       pomysł klasy II A  

 

     ...Na drugi dzień poszłam do szkoły. Wciąż myślałam o trzecim zadaniu, z tej przedziwnej listy. Usiadłam do ławki i zaczęłam słuchać nauczyciela od historii. Właściwie to nawet nie wiedziałam o czym jest lekcja, bo moje myśli krążyły bezustannie wokół czegoś innego. Pomyślałam, że mogłabym zabrać jakąś zabawkę Beckettowi, ale ja tak nie potrafię. Nie mogę przecież zabrać czegoś, co nie należy do mnie. Nagle usłyszałam słowo "zaginiona" wypowiedziane przez nauczyciela. Zaciekawiło mnie, czego może ono dotyczyć. Zaczęłam słuchać pana Tromla.

- Zaraz - pomyślałam - przecież "Zaginiona" to tytuł książki, którą zgubiła jedna z uczennic naszej szkoły. Poczułam, że to ma coś wspólnego ze mną... Nagle doznałam olśnienia! Przypomniałam sobie, że spotkałam dzisiaj w szatni dwie dziewczyny, które coś dyskretnie przeglądały. Zerwałam się z krzesła jak poparzona    i wybiegłam z klasy, nie zważając na to, co powie nauczyciel. Miałam ważniejsze zadanie - odnaleźć dziewczyny!

    Odruchowo pobiegłam w miejsce, w którym widziałam je ostatnio. I o dziwo były tam! Podeszłam  do nich i przywitałam się. Zapytałam, co oglądają (bo wciąż miały w ręku książkę). Gdy jedna z nich podała mi ją, coś jakby zakłuło mnie w środku. Moim oczom ukazał się tytuł "Zaginiona". Byłam juz pewna, że to własność Amy. Znałam ją i wiedziałam, że rozpaczliwie jej poszukuje.

- Co mam robić! - myślałam gorączkowo. Chciałam po prostu zabrać tę książkę, ale coś mnie powstrzymywało. Biłam się z myślami długą chwilę, aż w końcu wytłumaczyłam sobie, że to nie będzie przecież kradzież, a zwrot zguby jej właścicielce. Chwyciłam mocno " Zaginioną" i zaczęłam biec przed siebie. W tym czasie rozległ się dzwonek na przerwę i wszyscy zaczęli wychodzić z klas. Biegłam dalej, nie zwracając uwagi na nikogo. Przy sklepiku zobaczyłam Amy. Podbiegłam do niej zdyszana i... zawahałam się. A jak pomyśli, że to ja jestem złodziejką?

- Spokojnie, będzie dobrze - uspokajałam sama siebie. Amy odwróciła się w moją stronę.

- Odejdźmy na bok - poprosiłam. Pokazałam jej książkę i zaczęłam chaotyczne opowiadać historię jej porwania.

- Dziękuję - odparła cicho Amy. Po czym otworzyła "Zaginioną" na ostatniej stronie i wyrwała kartkę. Bardzo mnie to zszokowało. Nie miałam pojęcia o co jej chodzi.

- Jest dobrze - szepnęła wciskając mi wyrwaną kartkę w dłoń. Totalnie mnie zamurowało, ale po chwili zrozumiałam, że miałam rację i że mam coś z tym wspólnego.

Wiedziałam też, że ma to związek ze Sloane...

 

Zadanie 4. Zniszcz coś, co ma dla Ciebie wartość.       pomysł klasy III D

 

      Miałam zniszczyć najcenniejszą mi rzecz. Problem w tym, że zwykle wszystko dzieliłam z Sloane, a każda rzecz z nią związana jest dla mnie ważna.

 - Sloane, co chciałaś mi przez to przekazać? – mówiłam sama do siebie. 

Długo myślałam nad tym, co mogłoby mieć dla mnie największą wartość. Nagle coś przyszło mi na myśl. Urodzinowa kartka, którą dostałam od niej na moje ósme urodziny. Pamiętam, że ten dzień zawsze spędzałam sama. Gdy chciałam zaprosić koleżanki na swoje przyjęcie, mówiły, że nie mogą przyjść. Jednak co roku próbowałam, aż w końcu doczekałam się tego momentu. Nowa uczennica odwiedziła mnie w dniu moich urodzin. Miała na imię Sloane. Dała mi jedynie kartkę z życzeniami, ale dla mnie to było naprawdę coś wyjątkowego. Tak bardzo, że popłakałam się ze szczęścia. Od tamtej chwili stałyśmy się przyjaciółkami. Byłyśmy nierozłączne. Sloane wie, że ta kartka jest najcenniejszą rzeczą, jaką posiadam. Dlaczego każe mi zniszczyć to wspomnienie? Nie, nie może o to chodzić! To musi być coś innego.

 - Dlaczego mi to robisz? - zaczęłam płakać - Naprawdę chcesz żebym to zniszczyła?!

Wtedy zauważyłam, że wszystkiemu przygląda się mój młodszy brat. Chłopczyk podszedł do mnie, stanął na palcach i otarł mi łzy. Od zawsze mieliśmy ciepłe relacje, dlatego nie zdziwiłam się, że martwi się na swój sposób.

-  Dlaczego płaczesz nad kartką papieru? - zapytał niepewnie.

 - Ponieważ jest to dla mnie ważne wspomnienie.

Dlaczego akurat teraz zechciał do mnie przyjść? Tak bardzo potrzebowałam... właściwie nie wiem. Chyba po prostu samotności.

 - Ja tu widzę tylko starą kartkę urodzinową. Wcale cię nie rozumiem – odpowiedział z dziecięcą prostotą.

 - Jesteś za mały, żeby zrozumieć – powiedziałam powoli, a po chwili dodałam – Tę kartkę podarowała mi Sloane, kiedyś, gdy byłam taka mała, jak ty teraz. Ona jest pierwszym prezentem od mojej przyjaciółki, dlatego to ważne wspomnienie.

- Tylko, że ona kazała mi to zniszczyć – czułam jak łzy ponownie napływają mi do oczu.

 - Nadal widzę tu tylko kartkę. Te lub inne rzeczy materialne nie są wspomnieniami. Nie mogą nimi być, bo wspomnienia to nasze emocje i uczucia. Nie jest nim jakaś stara kartka. Ona jest tylko kawałkiem papieru.

- I wiesz co? Prawdziwe wspomnienia kryją się tu i tu – powiedział, dotykając mojego czoła i klatki piersiowej.   - Ta kartka kiedyś i tak się zniszczy, a twoje uczucia pozostaną z tobą.

Byłam tak zaskoczona i zdumiona słowami, których użył, że przez kilka sekund nie wydusiłam z siebie słowa. Ten ośmiolatek wytłumaczył mi życie lepiej, niż ja sama sobie tłumaczyłam. Przytuliłam go mocno.

 - Wiesz, masz rację. Przetarłam ręką moje już czerwone i wilgotne od płaczu oczy - Pomógłbyś mi to spalić?

 - Dobrze, siostrzyczko.

Poszliśmy nad pobliski strumyk, tam gdzie uwielbiałyśmy siedzieć, czy biwakować z Sloane.

 - Zrobimy to razem, braciszku.

Wzięłam kartkę i podałam bratu, aby złapał za róg. Podpaliłam górę, a gdy spaliła się do połowy, wrzuciliśmy ją do strumyka.

 - Co powiesz na lody? - Ja stawiam, zasłużyłeś mądralo.

 

Zadanie 5.   Udawaj kogoś innego.            pomysł klasy I C

 

       Długo patrzyłam na ten list z niedowierzaniem. Wreszcie zdobyłam się na odwagę i otworzyłam kopertę. To co zobaczyłam przerosło moje oczekiwania. Lista 13 zadań, które miałam wykonać. Po co? Dlaczego? Nie były to proste zadania, a raczej zmuszające mnie do sprzeciwienia się swoim zasadom. Czemu miało to służyć? Tylko ona, moja najlepsza przyjaciółka to wiedziała....

Przeczytałam zadanie do wykonania – udawać kogoś innego. To nie dla mnie – pomyślałam. Jednak  Sloane nie mogłam odmówić.  Od razu przypomniałam sobie mojego starego znajomego Luka, który potajemnie fałszował ludziom dokumenty i mógłby mi w tym zadaniu pomóc. Następnego dnia, z samego rana odszukałam jego numer i postanowiłam się z nim skontaktować.  Luke zgodził się ze mną spotkać  w Starbuck's, nieopodal parku o godz. 18:00.

      Cały dzień błądziłam myślami, wiedząc że muszę zrobić coś nielegalnego. Nie mogłam się na niczym skupić. To nie dawało mi spokoju, aż do spotkania z Lukiem.

Po przybyciu na miejsce spotkania zobaczyłam chłopaka, który nie wyglądał tak jak ten, którego zapamiętałam. Miał zapadnięte, sine oczy, ubrany był w ciemny dresy i nosił czarne wojskowe buty. Po chwili podeszłam do niego, rozpoczynając naszą rozmowę. Nie chcą przedłużać, od razu przeszłam do tematu, pytając czy jest w stanie załatwić mi fałszywe dokumenty. Luke oczywiście zgodził się zaznaczając, że nie ma nic za darmo. Kosztować mnie to miało 100$.   

      Zestresowana wróciłam do domu, udałam się prosto do mojego pokoju i sprawdziłam zawartość świnki skarbonki. Niestety brakowało mi jeszcze 50$. Postanowiłam pożyczyć od mojej ukochanej babci, która nigdy mi nie odmawia. Z uzbieraną kwotą powędrowałam do Luka. Przywitał mnie z uśmiechem, trzymając w ręku kopertę dla mnie. Od teraz byłam Rene Parker i byłam na wymianie zagranicznej.

Na drugi dzień, po załatwieniu opieki nad bratem, spakowałam się i udałam na lotnisko. Stamtąd samolotem do Los Angeles. Odszukałam rodzinę, u której miałam zamieszkać jako Rene.

Na dowód wykonania zadania nagrałam film, na którym rodzina, u której przebywałam, żegna mnie jako Rene Parker.

      Szczęśliwa wróciłam do domu, wykreślając z listy wykonane zadanie.

 

Zadanie 6.   Zgłoś się jako wolontariusz do pomocy przy koniach.      propozycja klasy II D

 

            Jak Sloane może wymagać ode mnie zgłoszenia się jako wolontariuszka do pomocy przy koniach? Przecież Ona doskonale wie, że panicznie boję się koni! I co ja mam teraz zrobić? Przecież, jeśli się nie zgłoszę, to nie znajdę Sloane! A tego nie chcę. Muszę ją odnaleźć.

            W Stanwich jest stadnina koni, więc nie musiałam się martwić jak dotrę do miejsca zadania.   W poniedziałek rano wstałam więc wcześnie i pojechałam rowerem do stajni. Miałam nadzieję wrócić  do 10.00, przed pobudką Becketta, którym znowu musiałam się zajmować.

            Szybko dojechałam do stajni i znalazłam stajennego, a ten skierował mnie do dyrektora. Pan Adams bardzo miło mnie przyjął i poinformował, że prowadzą wakacyjny wolontariat, do którego mogę przystąpić. A już miałam nadzieję, że nie zdecyduje się przyjąć mojej oferty!

Mogłam zacząć od jutra. Nie odczuwałam radości, a jedynie poczucie spełnionego obowiązku.

We wtorek rano stawiłam się w stajni. Poznany wcześniej stajenny "przedstawił" mi źrebaka, choć to może za dużo powiedziane, szkapinę, którą miałam się zajmować. Mysza, bo tak miał na imię źrebak, miał dwa dni. Jego matka nie chciała się nim zajmować, a przez to trzeba było go karmić z butelki co 5 godzin. Wiązało się to z koniecznością spania w stajni przez dwa tygodnie. No nie!!! Nie dość, że bałam się koni,  to jeszcze miałam zamieszkać w stajni przez całe 14 dni!!! W co ta Sloane mnie wpakowała?

Pablo, bo tak miał na imię stajenny, widząc mój wyraz twarzy po otrzymaniu tych szokujących wiadomości stwierdził, że zawsze mogę zrezygnować.

O, co to, to nie! Skoro już tu jestem, to... wolę spać ze źrebakiem niż zajmować się Beckettem. Musiałam tylko powiedzieć rodzicom i otrzymać ich zgodę.

Okazało się, że nie było z tym problemu, rodzice zgodzili się bez wahania, nawet mnie pochwalili.

            Od środy rano zostałam niańką niewiele rokującego źrebaka. To stworzenie ledwo stało na nogach. Gdy patrzyłam na niego, stojącego na chudych, trzęsących sie nóżkach, to zrobiło mi się go żal. Postanowiłam, że zrobię wszystko, aby twardo stanął na nogach i mógł za dwa tygodnie wybiec  na pastwisko.

Nie zdawałam sobie sprawy jak takie karmienie może być męczące. Wstawałam w nocy co 5 godzin, aby napoić Myszę, niby to tylko dwa razy, ale jednak. W dzień również tego wymagał. Dodatkowo, pomagałam Pablo w pracach porządkowych przy pozostałych koniach. Stajenny okazał się bardzo fajnym chłopakiem. Miły, sympatyczny, spokojny i pomocny. Same zalety, ale oczywiście nie powiem mu tego.

            A wracając do Myszy - po dwóch tygodniach Pan Adams razem z weterynarzem zdecydowali, że można go wypuścić na pastwisko. Żałuję, że Sloane tego nie widziała razem ze mną. Źrebak tak wierzgał z radości nogami, że bałam się, że je połamie. Prychał i chrapał, aż miło było patrzeć. Całe zmęczenie tych 14 dni opadło ze mnie w jednym momencie.

Pan Adams podziękował mi za opiekę nad Myszą i zaprosił do dalszej współpracy, co obiecałam solennie, ale dopiero jak już się porządnie wyśpię.

 

Zadanie 7.   Znajdź pracę na sezon i zdobądź pieniądze na podróż.    propozycja klasy I E

 

            Muszę wreszcie wziąć się za to siódme zadanie. Mam znaleźć pracę, by zdobyć pieniądze na podróż. Czy ta Sloane oszalała? Przecież nawet cały rok oszczędzam kieszonkowe, by przypadkiem rodzice nie posłali mnie do pracy w wakacje. Nie, nie chodzi o stracony czas. Najgorsze jest to, że musiałabym spotykać się z ludźmi, odpowiadać na pytania, uśmiechać się do innych. To nie dla mnie, ale w innym wypadku nie odnajdę mojej przyjaciółki. Czy dla prawdziwej przyjaźni nie mogę się przełamać  nawet  w takim niewielkim procencie. No dobrze pójdę do pracy, ale co wybrać? Mam kosić trawniki jak Dawid albo wyprowadzać psy bogatych, jak Sabina.  Arek opowiadał mi, jak to opiekuje się starszymi osobami. Zarabia nieźle, lecz ciągle go o coś pytają i musi słuchać ich opowieści o młodych latach. To też nie dla mnie. Zajrzę do gazety, może coś z ogłoszeń…

            Rozdawanie ulotek na ulicy - praca od zaraz. No, no, brzmi nienajgorzej. Stać i mówić "proszę" to jeszcze przeżyję. O, jest numer telefonu. Dzwonię. Raz kozie śmierć.

            Właśnie odebrałam paczkę pachnących drukarską farbą ulotek. Trochę boję się wyjść na ulicę  i przełamać się, ale czego nie robi się dla przyjaciółki. No już! Raz, dwa, trzy i do roboty.

            Fantastyczny początek. Taki w moim stylu. Wyszłam z bramy, w której mieści się agencja reklamowa i zderzyłam się z przystojnym chłopakiem. Setki ulotek rozsypały się na chodnik, a ja  z krwawiącym kolanem leżałam wśród nich.

- Najmocniej przepraszam, to moja wina - usłyszałam nad sobą mocny głos - Zaraz to zbiorę, ale najpierw zajmiemy się twoją raną. Nie martw się, jestem studentem medycyny i ratownikiem. A tak w ogóle to mam na imię Jerry, a ty? 

- Emily. Au, jak boli - szepnęłam, próbując podnieść się.

- Spokojnie, zaraz coś zaradzimy - powiedział Jerry i nagle poczułam, jak silne ramiona obejmują mnie, a po chwili stałam już na nogach, więc wstyd był nieco mniejszy.

- O, to zwykłe skaleczenie - ocenił błyskawicznie - Na szczęście zawsze noszę ze sobą opatrunki.

"Jaki przystojny, to jest przezorny" - pomyślałam.

            Jerry nie tylko doprowadził moje kolano do porządku, ale też błyskawicznie ogarnął bałagan  z ulotkami. Ja tylko stałam i jak zaczarowana patrzyłam na niego. Chłopak, widząc moje maślane oczy, zajął  się nawet rozprowadzaniem druków wśród przechodniów. Został ze mną prawie cały dyżur.

Przychodził także w kolejne dni. Rzekomo zatroskany o moje zdrowie, ale o rannym kolanie to raczej nie rozmawialiśmy…

            Co do pieniędzy na podróż. Zarobiłam (a może Jerry zarobił) 350 dolarów. Ale to co zyskałam dzięki 7. zadaniu Sloane było bezcenne!

 

Zadanie 8.   Kup najpiękniejszą sukienkę i pokaż się w niej publicznie oraz zapamiętaj, jak będziesz się wówczas czuła!           

Propozycja: Martyny Przybysz, Julii Murawskiej i Pauliny Grzybowskiej z klasy III C

       Idąc ulicą po treningu, spoglądałam  na witryny sklepów. Do tej pory robiłam to ze Sloane. To ona decydowała, co możemy założyć, a co jest nie do przyjęcia. Nie mogę uwierzyć, że nie widziałam jej już ponad 2 tygodnie. Naprawdę za nią tęsknię. Z moich rozmyślań wyrywa mnie najładniejsza sukienka jaką widziałam. Jest długa  i czerwona, wykonana z delikatnego, niczym aksamit, materiału. Po prawej stronie ma spore przecięcie, które idealnie prezentowałaby się na udzie. Krój jest elegancki, z rękawami wykonanymi z koronki. W talii jest dopasowana, natomiast od pasa w dół, nieprzylegająca do ciała. Na plecach ma spore wycięcie, które sprawia, że efekt jest oszałamiający.

       Mimo tego, że suknia była niezwykła,  nie mogłam jej kupić. Jak ja będę w niej wyglądała? Nie miałabym nawet gdzie jej założyć. Nagle mnie oświeciło. Czas na ósme zadanie: ,,Kup najpiękniejszą sukienkę i pokaż się w niej publicznie oraz zapamiętaj, jak będziesz się wówczas czuła". Ludzie mają mnie w niej zobaczyć. Na samą myśl o tym, czuję jak nogi się pode mną uginają. W naszej szkole organizowany jest bal. Nie przypuszczałam, że w ogóle tam pójdę, ze względu na zniknięcie Slo, ale teraz... Dobrze przemyślana ta jej lista, idealna okazja, żeby zmusić mnie  do założenia czegoś dziewczęcego. Jeśli już muszę się pokazać w sukience, dlaczego nie ma to być ta? Naprawdę mi się podoba..., ale wygląd nie jest najważniejszy. Co pomyślą sobie inni, gdy mnie w niej zobaczą? Co jeśli uznają, że wyglądam jak ostatnia kretynka? Nie mogę się już jednak wycofać. Za mną już połowa listy, muszę dojść do końca. Zrobię to dla Sloane.  - Dla Sloane - powtórzyłam szeptem wchodząc do sklepu.
        Nie, nie ma mowy. Ja nie dam rady tam wejść! Biję się z myślami, patrząc na budynek szkoły. Bal niedługo się zaczyna. Na pewno ktoś już jest w środku. Jeszcze raz przecieram ręką materiał sukienki. Moja dzisiejsza kreacja powinna sprawić, że poczuję się jak najpiękniejsza dziewczyna na Ziemi, ale tak nie jest. Boję się reakcji innych. Jeszcze nigdy nie pokazałam się w towarzystwie w sukni, a co dopiero z odkrytymi plecami! Zaczęłam robić powolne kroki w stronę wejścia. Raz kozie śmierć. Gdy otworzyłam drzwi, poczułam jakby ktoś wytrącił powietrze z moich płuc, a światło oślepiło mnie na moment. Wszystko działo się jak w zwolnionym tempie. Gdy czekałam na jakąkolwiek reakcję serce waliło mi jak oszalałe. Ludzie tylko patrzyli na mnie, nic nie mówiąc. Idąc w stronę stolika, zostałam zaczepiona przez dziewczynę, którą kojarzę z równoległej klasy.
      - Cześć? - próbowała się przywitać, ale zabrzmiało to bardziej jak pytanie.
- Cze-cześć - odpowiedziałam, nie wiedząc, czego mogę się spodziewać. Pewnie przyszła powiedzieć jak  komicznie dziś wyglądam. Stało się jednak zupełnie co innego...
- Chciałam tylko powiedzieć, że zazdroszczę ci sukienki, Emily. Ślicznie w niej wyglądasz, a ten kolor…

- na moment zamyśliła się - Bardzo ci pasuje - tego się nie spodziewałam.
- Dziękuję. Naprawdę dziękuję - posyła mi szczery uśmiech, który momentalnie odwzajemniam. Po tym jak odeszła, jeszcze parę osób posłało jakiś komplement w moją stronę.

Teraz siedzę z boku sali i myślę o wszystkim, co wydarzyło się do tej pory. Wszystkie negatywne myśli opuściły moją głowę i mogę zastanowić się nad drugą częścią zadanie. Jak się czuję? Po raz pierwszy od dawna jestem naprawdę szczęśliwa. Tak, jakby ktoś zdjął wielki ciężar z moich barków. Przez tyle czasu myślałam, że ludzie postrzegają mnie tylko jako koleżankę Sloane, co nadal w pewnej części jest prawdą, ale coś się zmieniło. Dziewczyna, której imienia nie znam, zna moje. Wiem, że nie powinno mnie to dziwić, ale przez tyle lat żyłam w cieniu mojej przyjaciółki, że zapomniałam jakie to uczucie wyjść zza niego. Już rozumiem, o co chodziło w tym zadaniu. Ma mi udowodnić, że jestem piękna taka, jaka jestem i nie powinno mnie obchodzić, co sądzą inni. Tak się teraz czuję. Piękna…

         Przebrnę przez resztę listy! Chcę jak najszybciej odnaleźć Sloane i jej podziękować. Jednak nasza przyjaźń nie wróci do pierwotnego stanu. O nie! Ona awansuje na następny poziom. Nadal będziemy wszystko robiły razem, ale decyzje będziemy podejmowały wspólnie. Na razie czas cieszyć się resztą balu, który oficjalnie ogłaszam wieczorem pewności siebie Emily Hughes.

 

Zadanie 9.  Przetańcz całą noc.          pomysł  klasy III A

 

            Zawsze lubiłam taniec. Często w swoim pokoju godzinami ćwiczyłam kroki walca, tanga, cha - c  hy i tańców nowoczesnych. Tak robiłam to, ale… zawsze sama. A jeżeli już z kimś, to była to Sloane. To chyba wtedy przyszedł jej pomysł na to zadanie. Znam kilka klubów tanecznych, ale czy będę miała odwagę tam wejść. No i… w co ja się ubiorę? O Boże! Przysięgałam sobie, iż nigdy nie wypowiem tego zdania.

            Ach, jak on świetnie prowadzi i w ogóle jest taki naj… Moja czerwona suknia wiruje po całej sali. Nie wiem ile godzin już tańczymy, ale nie czuję wcale zmęczenia.

            Jesteście zdziwieni? Tak, wszystko poszło jak z płatka. Ta Sloane jest niesamowita. Niczego nie trzeba się bać. Johny sam podszedł do mnie, gdy tylko przekroczyłam próg sali tanecznej. Ubrany w świetnie leżący garnitur, 19 - letni gentelmen. Nie myślałam, iż tacy są na świecie. A może to książę z bajki, a mi to wszystko się śni?

            Dzwon na Ratuszu Miejskim uderzył sześć razy, a pierwsze promienie słońca przedarły się przez oklejone reklamami szyby.

- Już świta, nie jesteś zmęczona?- zapytał szeptem Johny.

- Nie. Mogłabym tak tańczyć jeszcze cały dzień - odpowiedziałam.

- Ale wspominałaś coś o kolejnych zadaniach, które postawiła przed tobą przyjaciółka - chłopiec powiedział to cicho, ale w moich uszach zabrzmiało jak potężny okrzyk.

            Wyrwałam się z ramion tancerza i pobiegłam do drzwi.

- Przyjdź jeszcze tutaj. Będę czekał…- jego słowa dotarły do mnie tuż przed zatrzaśnięciem ciężkich, oszklonych drzwi klubu tanecznego.

 

Zadanie 10.    Podziel się tajemnicą w ciemności.       pomysł klasy  II B

    Czas na zadanie numer dziesięć. Brian będzie do tego najlepszy. W sumie to mój jedyny sekret. Nikt nie wie, że widziałam wypadek, w którym Brian potrącił tego pieszego. Muszę o tym koniecznie powiedzieć  komuś dorosłemu. Na szczęście nasza pani od niemieckiego rozumie dosłownie wszystko. Chodzi tu głównie o to, że wina spadła na ojca Briana, który teraz odsiaduje za niego wyrok, a chłopak nic sobie z tego nie robi.

    Zaczęłam od nauczycielki. To Ona wybrała do konfrontacji kantorek woźnego - ciemne miejsce, tymczasowo opuszczone, pełne wiader, szczotek itp. Teraz Brian. Okazał się jednak łatwowierny i  dał się ściągnąć w umówione miejsce. Na moje szczęście wyłączyli tam prąd (w ciemnościach naprawdę łatwiej się otworzyć) i od razu mogłam przejść do konkretów.

 – Otóż muszę wam coś wyznać - zaczęłam, a chłopak wyraźnie zbladł. Chyba się tego spodziewał. Mimo mroku, zaczęłam wyraźnie widzieć jego twarz. Cała pewność siebie natychmiast ze mnie wyparowała. Skończyłam już na jednym wydechu:

- WidziałamCięPodczasWypadku - zwróciłam się do Briana. Pani od niemieckiego zaczęła mi się dziwnie przyglądać.

– Kochanie, musimy z tym pójść do dyrektora. On zdecyduje, co będzie dalej. - Nie patrz tak na mnie, wiem    o co chodzi. Nigdy nie uwierzyłam w wyrok skazujący jego ojca - odparła matczynym głosem.

- Dobrze, ale ja nie dam rady. Może Pani, porozmawia z dyrektorem?

Nauczycielka po krótkim namyśle, przystała na moją prośbę. Wychodząc, poleciła nam udać się do Jej pracowni. Poszłam tam z Brianem. To była najokropniejsza sytuacja w moim życiu! Wkopałam kolegę. Mimo, że dzięki temu niewinny człowiek wyjdzie na wolność, czułam wyrzuty sumienia. Spojrzał na mnie  i zapytał:

 – Dlaczego to zrobiłaś? Przez ciebie mnie zamkną! Nic nie odpowiedziałam.

    Po bardzo długim czasie - przynajmniej tak mi się wydawało - wszedł dyrektor z policją, która zabrała Briana. Niestety, nigdy nie zapomnę wyrazu jego twarzy, kiedy wychodził. Pani od niemieckiego przytuliła mnie czule. Nie mogłam wybrać lepszej osoby do zwierzeń.

    Zadanie wykonane. Dzięki mnie niewinny człowiek wyszedł na wolność, a sprawca został osądzony.   Z racji młodego wieku, dostał wyrok w zawieszeniu.

 - Uffff, to zadanie wymagało ode mnie wielkiej odwagi. Chociaż w sumie…. Ja i odwaga to niecodzienne połączenie.

 

Zadanie 11.  Przytul jakiegoś James'a.           propozycja klasy  III E

      Przez uchylone okno słychać było śpiew ptaków. Lekkie podmuchy wiatru poruszały zasłonami. Przez niewielką wyrwę między nimi, wpadało wschodzące słońce. Mimo tego, w pokoju Emily panował półmrok. W całym domu zaległa taka cisza, że można było usłyszeć jedynie skrzypienie podłogi.

Emily leżała jeszcze w łóżku i pustym wzrokiem wpatrywała się w sufit. Z błękitu jej oczu można było wyczytać pustkę i niepokój. Miała wrażenie, że każdy dzień jest dokładnie taki sam. Było tak, jakby godziny przestały istnieć a zastąpiły je minuty. Zegar nie wskazywał jeszcze magicznej siódemki, gdy Emily usiadła na krawędzi łóżka i wzięła łyk wody. Otworzyła drzwi wejściowe i poczuła powiew świeżego powietrza. Ujrzała tak dobrze znany jej widok.

     Wschodzące słońce rzucało wokół czerwono-pomarańczowy blask. Wiatr kołysał źdźbła trawy, mokre   od rosy. Dziewczyna stała dłuższą chwilę, poruszając tylko oczyma. I wtedy jakby coś się w niej obudziło. Odwróciła się na pięcie, pobiegła do pokoju a wiatr zatrzasnął drzwi. Zaczęła poszukiwania, chociaż tak naprawdę nie wiedziała czego szuka. Ciągle mruczała coś pod nosem.

Czas płynął, na jej twarzy pojawił się grymas oznaczający narastającą złość. Stanęła na środku pokoju, obie ręce oparła na biodrach i rozejrzała się dookoła. Na nocnej szafce leżał jakiś papier, na który wcześniej nie zwróciła uwagi. Podniosła go szybko i omiotła wzrokiem.

- Wiedziałam, że o czymś zapomniałam. Po tych słowach na twarzy Emily pojawił się uśmiech. Siadła       na podłodze i jeszcze raz, dokładnie punkt po punkcie, przeczytała list. Uśmiech nie schodził z jej twarzy. Pogiętą kartkę wyprostowała na kolanie. Złożyła list i umieściła w tylnej kieszeni spodni. Wychodzą z domu miała przeczucie, że ten dzień przyniesie rozwiązanie.

      Za cel swojej wędrówki obrała tutejszy park. Świadomie wybrała do niego dłuższą drogę, ponieważ nie odczuwała pośpiechu. Po drodze spotkała sąsiadkę, mieszkającą dwa domy dalej. Mimo podeszłego wieku, staruszka codziennie o tej samej porze chodziła na spacer z psem. Emily dobrze znała tę osobę, gdyż często ją odwiedzała. Wymieniły grzecznościowe pozdrowienie i każda udała się w swoją stronę. Była coraz bliżej parku. W chwili przekroczenia bramy, jej wzrok powędrował ku górze. Słońce przedzierało się przez liście drzew a powietrze było rześkie i przyjemne. W parku spotkała wielu ludzi. Widać nie tylko ona korzysta     z tej pory dnia, dopóki słońce nie osiągnie zenitu a temperatura stanie się nieznośna.

Przechadzając się alejkami, zwróciła uwagę na postać, która wydawała się jej znajoma. Podeszła bliżej i rozpoznała James'a. Znali się z poprzedniej szkoły i nawet przyjaźnili. Gdy James wyprowadził się do innego miasta, ich kontakt urwał się. Minęło kilka lat i oto spotyka go w parku. Na twarzy chłopaka zauważyła zdumienie, porównywalne do własnego. Oboje przyspieszyli. Emily przytuliła go, myśląc o tych wszystkich latach spędzonych z dala od siebie. Mieli sobie tyle do opowiedzenia. Oczywistym stał się fakt, że muszą spędzić ten dzień razem, by nadrobić zaległości.

      Do domu wróciła późnym wieczorem, wciąż nie mogąc uwierzyć, w to co się wydarzyło. Spotkanie z James'em pozwoliło zapomnieć jej o porannym niepokoju i liście, który cały dzień nosiła przy sobie. Teraz spojrzała na niego i była już o jeden krok bliżej, od odnalezienia swojej przyjaciółki.

 

Zadanie 12.    Zbieraj jabłka nocą.               propozycja  klasy III F

 

            Nadchodzi mój kolejny, samotny wieczór i noc... Nie mogę liczyć choćby na telefoniczną rozmowę ze Sloane . Smartfon milczy, zero jej głosu, zero wiadomości. Nie mogę myśleć ani spać.

            To moja jedna z wielu bezsennych nocy. Nic nie pomaga. Próbowałam już wszystkiego: jadłam lody, łykałam prochy, usiłowałam marzyć, liczyłam barany, oglądałam bezsensowne, nudne programy - a sen i spokój nie przychodziły. Nagle! usłyszałam  silny wiatr za oknem, tak mocny, że je otworzył. Przez uchylone okno wleciał nie tylko wiatr, ale też intensywna woń dojrzałych jabłek z sadu sąsiada. Jak lunatyk ruszyłam w stronę drzwi. Cały czas prowadził mnie ten niesamowicie słodki zapach. Nawet nie wiem, kiedy dotarłam na miejsce. Nade mną  rozgwieżdżone niebo, przede mną jabłonie pełne owoców. Postanowiłam zebrać jabłka nocą, by zanieść je do swojego pokoju i po raz pierwszy od wielu dni zasnąć spokojnym, dobrym snem . 

            I tak mimochodem, zupełnie o tym nie myśląc, spełniłam dwunaste zadanie swojej przyjaciółki. Ohh... Sloane!

 

Zadanie 13.   Śpij pod gwiazdami .             pomysł klasy I D

 

       Kilka dni temu zaniepokoiłam się zniknięciem mojej przyjaciółki, Emily. Powiedziałam o tym mamie,  a ona uznała, że jest sezon letni i mogła wyjechać na wakacje z rodzicami. Czułam, że powód musi być inny i postanowiłam to sprawdzić.

      Następnego dnia, zaraz po śniadaniu, poszłam do domu Sloane. Niestety, jeszcze jej nie było. Przerażona całą tą sytuacją, oparłam się o drzwi, które otworzyły się pod naporem mojego ciała. Wydało mi się to dziwne, bo rodzina Sloane zawsze zamyka drzwi, nawet gdy sami znajdują się wewnątrz. Weszłam do środka i zauważyłam na stole kartkę zatytułowaną moim imieniem. Bez wahania przeczytałam następujące słowa: jeżeli chcesz mi pomóc, to musisz spędzić noc pod gwiazdami.

      Wróciłam do domu, zastanawiając się czy to nie jest żart?

Obawiałam sie spać sama na dworze, ale pomyślałam że dla przyjaciółki muszę to zrobić! Po obiedzie spakowałam najważniejsze rzeczy do spędzenia nocy pod gołym niebem i zaczęłam myśleć, gdzie byłoby  najbezpieczniej?

      Gdy zaczęło się ściemniać, zabrałam plecak i pożegnałam się z mamą, mówiąc żeby się nie martwiła. Udałam się na polanę, na której robiłyśmy biwak, łącznie z obserwacją gwiazd. Rozłożyłam śpiwór              i czekałam, co sie wydarzy.

- Co ja tu robię? Przecież boję sie jak diabli! - Może ognisko pozwoli mi przetrwać tę noc!

Zaczęłam rozglądać się za gałązkami. Nagle, w trawie zauważyłam bransoletkę i telefon. Te przedmioty wydały mi się dziwnie znajome. Moje zdumienie sięgnęło zenitu, gdy odczytałam sms: jutro wróć w to samo miejsce, ale teraz sprawdź swoje obozowisko! Ciarki pełzły po moich plecach, w tę i z powrotem.

- Czy ktoś tu jest?  - spytałam. Gdy nie otrzymałam odpowiedzi, biegiem wróciłam do obozu. A tam kolejny wstrząs! W moim, różowym i miękkim śpiworze leżał szczeniak. Pomyślałam, że razem będzie nam raźniej doczekać świtu. Utulona do snu jego cichutkim mruczeniem szybko zasnęłam i nawet nie zauważyłam, kiedy minęła noc.

     Poranne słońce łagodnie muskało moją twarz, a chropowaty języczek lizał mi nos. Wówczas przypomniałam sobie, co się stało i zrozumiałam, że jestem o krok bliżej od odnalezienia Sloane. Udało mi się wykonać trudne zadanie i czekało mnie kolejne.

- Jestem ci wdzięczna za dotrzymanie towarzystwa - powiedziałam do szczeniaka. - Zasłużyłeś na dobre śniadanie. Mam pewność, że rodzice i Beckett polubią cię tak, jak ja.

 

Zakończenie                                propozycja  klasy  I A

 

            Emily po każdym wykonanym zadaniu otrzymywała pocztą anonimowy list, który zawierał tylko jedną  literkę. Niestety, pierwsze litery nie układały się w żadną logiczną całość. Musiała zatem wykonać 13 zadań. Gdy już zgromadziła wszystkie literki i ułożyła je w całość otrzymała dramatyczną informację: "Jestem porwana"

            Emily zasmuciła się. Co robić? Gdzie ona jest?  Kogo poprosić o pomoc? Wówczas zrozumiała, dlaczego przyjaciółka tak bardzo chciała, by otworzyła się na ludzi.

- Wiem, pójdę porozmawiać z moimi nowymi przyjaciółmi, z którymi spotykam się teraz  prawie codziennie.

- Ej!, czy pomożecie mi w odnalezieniu mojej koleżanki? - wołała do telefonu, wykręcając kolejne numery.

            W tym momencie ojciec przyniósł Emily  list od Federal Reserve Bank. Przeczytała treść po rozerwaniu koperty. "Droga Emily! Wiesz gdzie jest Solane? Ja wiem, jest w naszych rękach. Jeżeli nie zapłacisz 500 000 dolarów w złocie, ona zginie.  Masz czas do świąt. Jeżeli zgłosisz to do Department of Homeland Security (DHS),  to zabijemy ją również. Zrozumiałaś? Jeśli nie skontaktujesz sie z nami do świąt na numer 646 22322345 to… "

Emily po odczytaniu strasznej informacji zaprosiła wszystkich na naradę.

- Co o tym myślicie?  - Może zasięgnąć rady rodziców?

- Nie! - Jesteśmy samodzielni i sami sobie poradzimy! odpowiedział John. 

- Wątpię? - powiedziała Dorothy.

- Chyba wiem o co tu chodzi? - wyrzuciła z siebie. - To wszystko jest zaplanowane tak, żebym była odważna i mądra.

           Emily uznała, że musi powiadomić znajomego policjanta. O dziwo, koledzy się z nią zgodzili.  Pan Sanders wysłuchał jej relacji i stwierdził, że koniecznie trzeba zgłosić zaginięcia koleżanki. Przyjaciele orzekli, że pójdą z nią do komisariatu.

- Dzień dobry! -  chcieliśmy zgłosić porwanie naszej przyjaciółki.

Policjant wysłuchał cierpliwie całej historii, wiele rzeczy zanotował. Wykonał również kilka telefonów, po czym spokojnym, ale zdecydowanym tonem powiedział:

- Dobrze, zawiadomię jednostkę d/s nieletnich i zaczniemy poszukiwania. - Wy natomiast, wracajcie do domu i oczekujcie telefonu ode mnie.                               

Młodym ludziom pozostało  tylko oczekiwanie. Spędzili ten czas wspólnie i niezwykle intensywnie. Całymi dniami przetrząsali okoliczny las. Po kilku dniach doczekali się telefonu. W komisariacie wyjaśniono im, kto stał za porwaniem Sloane.  Była to niejaka Five Families, która miała żal do rodziców dziewczyny.

          Dokładnie dwanaście dni od porwania, Sloane wróciła do domu. Gdy przyjaciółki się spotkały, to padły  sobie w ramiona. Miały dużo do obgadania, ale teraz już nie były same! Ich krąg znajomych znacznie się powiększył i to dzięki nieśmiałej Emily. Wszyscy też chcieli zobaczyć rany, jakich doznała dziewczyna. Ten czas pozostanie na długo w ich pamięci.

 

  Zakończenie                        wersja klasy I B

   Obudziły mnie promienie słońca. Stwierdziłam, iż wspaniałym pomysłem będzie spacer. Idąc polną drogą zauważyłam James'a. Podszedł, przywitał się i zaproponował wspólne wyjście wieczorem do restauracji.

- Emily... - powiedział niepewnym głosem.

-Tak?

- Posłuchaj... Musisz wybrać...

W tym momencie kompletnie nic nie rozumiałam.

- Ale o co chodzi?

- Albo Sloane wraca, a twoje życie pozostaje takim jakim było, albo tracisz ją, a zyskujesz wygodne, spokojne życie. Wybór należy do ciebie.

Zaparło mi dech w piersiach.  Po co? Dlaczego? Próbowałam sobie odpowiedzieć na to w myślach. Wybrać między wygodnym życiem a przyjaciółką? Dlaczego nie można tego pogodzić? Zawsze chciałam mieć wspaniałe i wygodne życie oraz wielu przyjaciół, ale ... Sloane jest dla mnie najważniejsza! W tym momencie usłyszałam czyjś głos:

- Emily...

Poczułam znany uścisk i usłyszałam ten głos, ale nie mogłam się ruszyć ani otworzyć oczu. Co się ze mną dzieje?

- Tak bardzo za tobą tęskniłam! Chcę byś pamiętała, że bez względu na wszystko, jesteś moją najlepszą przyjaciółką!

Przecież to głos Sloane!

- Nie odchodź, zostań ze mną, błagam!

Poczułam jej łzę na mojej ręce i natchnięta niezwykłą siłą, próbowałam otworzyć oczy.

- Emily! kocham cię!

Słyszę okrzyki radości lecz nie rozpoznaję głosów.

- Budzi się!

W końcu udało mi się otworzyć oczy. Co to za miejsce? Gdzie jestem? Zauważyłam płaczącą Sloane.

- Dlaczego płaczesz? Gdzie jestem?

- Nie rób mi tego więcej! Nigdy! rozumiesz? - Jesteś w szpitalu, bo chciałaś się zabić, idiotko! Wiem, że było ci ciężko i nie dawałaś rady, ale przecież mnie nie straciłaś! Przytuliła mnie mocno.

- Może teraz mamy gorsze dni, ale nie wyobrażam sobie, że pewnego dnia nie będzie ciebie w moim życiu, Emily!

E.G.

 

Foto: 

Kategoria publikacji: